Twój wuja wydaje marihuanę w swojej aptece
Zwykle nie oglądam seriali. Nie mówię, że są złe, ale zwykle żaden nie potrafił wciągnąć mnie na tyle, żebym był w stanie regularnie odkrywać kolejne perypetie jego bohaterów. Zamiast poświęcać 45 minut na jeden odcinek serialu, wolę przez półtora godziny obejrzeć dobry film.
Weed Wars odpaliłem z ciekawości. Sama marihuana i wszystko, co z nią związane, poniekąd mnie interesuje, ale nie sądziłem, że “serial dokumentalny” o największym na świecie punkcie wydawania medycznej marihuany będzie na tyle ciekawy, żebym obejrzał coś więcej poza pierwszym odcinkiem.
Cóż, właśnie skończyłem oglądać wspomniany pierwszy odcinek i już wiem, że sięgnę po następny. Weed Wars porusza wiele ciekawych kwestii związanych z prowadzeniem dosyć specyficznej “apteki”, ale (co jest dla mnie ciekawsze) przedstawia także pracowników apteki i ich problemy, które są związane z wykonywaną przez nich pracą.
Szczególnie zaintrygowała mnie historia jednego z ekspedientów, Terryna, który ma 35 lat i poza wypełnianiem swoich obowiązków w pracy hobbystycznie uprawia marihuanę. Całkiem fajne zajęcie (bo przecież lubi i swoją pracę oraz hobby), jednak na uprawę poświęca naprawdę wiele godzin, na dodatek jest to “niepewny biznes” (uprawa może się zepsuć, być marnej jakości) i naszemu ekspedientowi nigdy nie udaje się odłożyć jakiejś sumy pieniędzy “na później”. Jestem ciekaw, co wydarzy się dalej — będę musiał niedługo dokonać wyboru studiów i od tego w dużej części będzie zależeć moja przyszłość, być może doświadczenia Terryna pomogą mi w wyborze?
Tak czy inaczej, jeśli macie ochotę na serial, który opowiada o prawdziwych problemach, którego bohaterowie staną się Wam bliscy (właściciel apteki jest strasznie miłym kolesiem, mógłby zostać moim wujkiem!) i który po prostu jest miły i lekki w oglądaniu, to szczerze polecam Weed Wars.